Order Polonia Mater Nostra Est - Polska jest naszą matką
Order Polonia Mater Nostra Est - Polska jest naszą matką
NA TYSIĄCLECIE CHRZEŚCIJAŃSTWA BRACI RUSINÓW I POLAKÓW
27/08/2015
spotkanie_otwarte_z_prof._wlodzimierzem_bojarskim_problemy_zrownowazonego_rozwoju_02.jpg

Chrystianizacja i wspólnota narodów


Był rok 988, przełomowy po dłuższym procesie chrystianizacji, gdy za przyczyną Ducha Świętego Ruś Kijowska wstąpiła w szeroko otwarty wieczernik dziejów, przyjmując chrzest. Przygotowała ten akt księżna kijowska Olga Mądra, a dokonał go jej wnuk święty książę Włodzimierz Wielki. Czynni przy tym byli uczeni Grecy i Bułgarzy oraz uczniowie świętych Cyryla i Metodego. Chrzest Rusi i związany z nim szybki rozwój chrystianizacji kraju oraz rozwój kultury i piśmien­nictwa starocerkiewnego i starosłowiańskiego stanowił największe wyda­rzenie historyczne w Europie Wschodniej. Dziedzicami tego wydarzenia jest przede wszystkim Ukraińska Katolicka Cerkiew (Kościół Grekokatolicki) i Rosyjska Cerkiew Prawosławna oraz wiele ludów znajdujących się przez wieki pod duchowym wpływem tych Kościołów. Doniosłe i dalekosiężne konsekwencje owego chrztu sięgają poprzez wieki aż do naszych czasów i dotyczą także dzisiejszych narodów: ukraińskiego, białoruskiego i rosyjskiego oraz narodów sąsiednich, a w tym także narodu polskiego.

Niewiele lat wcześniej przed Rusią, w pamiętnym także roku 966 chrześcijaństwo zostało przyjęte przez sąsiednie Królestwo Polskie - Lachów. A to stało się za pośrednictwem Czech uprzednio już obję­tych chrystianizacją. Tak więc Ruś Kijowska i Polska wkraczały na widownię dziejów praktycznie w tym samym czasie. Stara legenda o trzech braciach: Lechu, Czechu i Rusie wyraża nie tylko prawdę o wspólnocie Słowian, porozumiewających się jeszcze wówczas pięknym j starosłowiańskim językiem, ale i o trzech wielkich księstwach prze­kształcających się w trzy sąsiadujące, chrześcijańskie państwa. Lata 966 i 988 wiążą te państwa i narody w nowej wspólnocie religijnej i duchowej niepodzielonego jeszcze Kościoła i włączają je w szerszą wspólnotę państw chrześcijańskich.

Minęło już wówczas parę stuleci od czasu, gdy prasłowianie z pierwotnego obszaru pomiędzy Dnieprem a Dniestrem rozeszli się ku Zachodowi, Południu i Wschodowi. A gdy w procesie historyczne­go rozwoju zaczęły już słabnąć rodowe więzy krwi i postępowało zróż­nicowanie się kultur, poprzez misję świętych Cyrala i Metodego Sło­wiańszczyzna została ubogacona na przyszłość nowym jednoczącym darem. Była nim radosna nowina Ewangelii oraz kultura słowiańskie­go języka pisanego. Ten jednoczący dar objął najpierw Morawy i Cze­chy, a następnie dotarł, zapewne już w IX w., także do południowej Rusi. Te skarby przed tysiącem lat przyjęła i rozwinęła cała Ruś Ki­jowska.

Ze zdziwieniem uświadamiamy sobie, jak to Duch Święty dziwnie sprawił, że obok wielkich starożytnych języków literackich: hebrajskiego, greckiego i łacińskiego, w których poprzez już osiem stuleci sprawowana była liturgia Kościoła, został do liturgii wprowa­dzony także nasz starosłowiański żywy język, prawie nie znany w cywi­lizowanym świecie. Jego formy pisane powstawały w Państwie Wielkomorawskim (praczeskim), rozkwitły na Rusi, a zaczęły się utrwalać w postaci drukowanej w Polsce (pierwsze wydanie ksiąg cerkiewno-słowańskich miało miejsce w Krakowie w 1491 r. jeszcze przed pierwszą polską książką drukowaną). Stanowiło to niezwykły awans kulturowy całej Słowiańszczyzny.

Już wówczas gdy dojrzewał rozłam Chrześci­jaństwa na grecki Wschód i łaciński Zachód, za posługą Cyryla i Me­todego oraz ich uczniów zaczął powstawać słowiański pomost dla nowe­go zjednoczonego Kościoła - w wielości i różnorodności. Był to pomost tym skuteczniejszy, że jak się wydaje, nowy obrządek metodiański nie tylko zastępował język grecki w liturgii bizantyjskiej językiem słowiań­skim, ale wprowadzał także elementy liturgiczne z obrządku łacińskie­go oraz słowiańskie elementy kulturowe. W ciągu wielu wieków po schi­zmie Kościół na Rusi podejmował rolę tego pomostu pomiędzy Ko­ściołem Greckim i Rzymskim. I w dzisiejszych czasach rozdartej Euro­py i Słowiańszczyzny odczuwamy z przejęciem jak poprzez wieki do­ciera i do nas to wielkie jednoczące wezwanie Ducha Świętego — do pojednania i braterskiej miłości.

Przyjęcie społeczne i państwowe chrześcijaństwa — to wielki proces prze­budowy wartości osobistych, obyczajowych oraz społeczno-politycznych, to proces budzenia nowej świadomości oraz otwierania się i dostrzega­nia dalszych perspektyw. Łączy się z tym wszczepienie narodu w starszą i bardziej uniwersalną kulturę o głębszych wartościach humanistycz­nych, a również awans kulturowy społeczeństwa i znaczne przyspiesze­nie jego rozwoju.

Chrześcijaństwo jest podstawą i wezwaniem do kształtowania nowego ładu sprawiedliwości i pokoju w życiu indywidualnym i spo­łeczno-politycznym. Budzi ono i umacnia godność osobistą i wolność każdego człowieka, jego niezbywalne prawa, szacunek dla głosu sumie­nia i ludzkiej pracy, ogólny ład moralny oraz nadrzędne podstawy prawa. Są to najważniejsze wartości wnoszone przez Kościół w każdym stule­ciu i pokoleniu do życia społecznego; gdy ustaje ich dopływ, kultura i stosunki społeczne wyrodnieją ku bardziej zdziczałym i wynaturzo­nym formom. Z tych względów przyjęcie i pogłębienie chrześcijań­stwa jest tak wielką sprawą nie tylko dla wierzących, ale i dla niewie­rzących członków społeczeństwa oraz dla całej wspólnoty międzyna­rodowej.

W 1988 r. upływa tysiąc lat od epokowego wydarzenia jakim był chrzest Rusi. Milenium - to wielki szmat czasu obejmujący trzy następujące po sobie pokolenia starodrzewa w odwiecznych puszczach, to dziesięć wieków historii i około czterdziestu kolejnych pokoleń ludz­kiego życia, miłości i walki. Sąsiedztwo oraz współżycie Rusinów i Polaków obfitowało wspólnym wzbogacaniem się i rozwojem, ale także licznymi konfliktami i bratobójczymi tragediami. Jesteśmy sobie bowiem zbyt bliscy, abyśmy mogli być sobie obojętni; możemy się tylko kochać, bądź nienawidzić. Jesteśmy razem zakorzenieni od tysiąca lat w tej sa­mej wspólnocie chrześcijańskiego wezwania oraz wspólnocie sąsiedzkich radości i cierpienia, upodlenia i chwały. Narody Polski i Rusi: Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie i Litwini — połączone są wspólnotą losu; mają częściowo wspólną przeszłość i będą miały niewątpliwie wspólną przyszłość.

Gdzie mądrość, gdzie wielkość tysiąclecia?


Wielki jubileusz milenium społecznego i państwowego przyjęcia chrześcijaństwa zobowiązuje nas do głębszej refleksji nad tym czym to chrześcijaństwo stało się w życiu naszych narodów i w jakim stopniu byliśmy mu wierni? Czy ten skarb został należycie wykorzystany, czy Chrystus w historii naszych narodów stał się rzeczywiście Drogą, Prawdą i Życiem (Jan 14,6)? Czy chrześcijańskie zasady moralne życia osobistego i zbiorowe­go sprawdziły się w historii narodu jako obiektywne i trwałe wartości, czy też okazały się wątpliwe, a zmysł narodowo-historyczny wskazał jakieś inne wyższe i trwalsze wartości? Jak zostały sprawdzone te in­ne wartości, aspiracje i dążenia? Czy wielkie tragedie narodowe były wynikiem konsekwentnego realizowania zasad chrześcijańskich, czy odstępstwem od nich?
W najgłębszej zadumie nad historią tysiąclecia, w napięciu histo­riozoficznej refleksji, przecież dociekać nam trzeba - gdzie przejawiła się prawdziwa mądrość, gdzie wielkość, gdzie chwała, gdzie trwałe i powszechne wartości, a gdzie tylko żądza władzy, pyszałkowatość, chwilowa atrapa i wszelka ludzka małość, nie mówiąc już o podłości.

Czy żywa wiara chrześcijańska, która jest podstawą trwałości Kościoła, może być także podstawą trwałości i mocy państwa doczes­nego? Czy dziś na przełomie kolejnych tysiącleci, wobec tak niepewnej i groźnej przyszłości dla naszych narodów i dla całego świata, ponowne powszechne głębokie przyjęcie chrześcijaństwa przez cały naród mo­głoby stać się nowym epokowym wydarzeniem na następne tysiącle­cia? Z czym naród tak bogaty w doświadczenia ma stanąć u progu no­wego tysiąclecia: ze skarbem Ewangelii i żywą wiarą Chrystusową, czy z pustką niespełnionych racjonalistycznych i scientystycznych ocze­kiwań oraz krzykiem trwogi wobec zagrożeń i panoszących się totalitaryzmów?

Na to pytanie nie ma gotowych, łatwych odpowiedzi. Wydaje się, że w większości wielkich i popularnych opracowań historycznych dawniej dominowały ujęcia i interpretacje nacechowane prymitywnym duchem wojen i władzy oraz narodowej megalomanii, czy wręcz szowinizmem i nacjonalizmem. Niekiedy bar­dziej one podsycały zawiści i żądania aniżeli służyły prawdzie i pokojowi. Była to też raczej historia władców, książąt i posiadłości, aniżeli społeczeństw i narodów. Przy tym często spotyka się oceny dokonywane przede wszystkim z punktu widzenia siły władców i wiel­kości zarządzanego terytorium.

Rzadko spotyka się w popularnych ujęciach historycznych trud­ne analizy tego — czy władza omawianego monarchy była praworząd­na, zapewniała sprawiedliwość, pokój i odpowiednią swobodę podda­nych, a także czy władca dotrzymywał umów społecznych i międzyna­rodowych? Jeszcze trudniej trafić na wyraźną, konsekwentnie chrze­ścijańską analizę krytyczną historii na przestrzeni wielu wieków. Tym­czasem te kwestie wydają się dla naszej refleksji najważniejsze.

Co jest warta zwierzchność militarno-polityczna osiągnięta pod­stępem lub przemocą, czy to jest zjednoczenie współplemieńców? 2 Sta­rożytny poemat indyjski Bhagawad Gity, przedstawia jak pomiędzy dwie armie stojące na przeciw siebie w szyku bojowym przed bratobój­czą walką wjeżdża wódz jednej z nich, aby przypatrzeć się z bliska swoim przeciwnikom. To byli jego bliscy krewni i powinowaci, to był też jego lud nad którym podstępnie został pozbawiony władzy. Teraz przybywa aby odzyskać swoje królestwo. Nie pomogły jednak nego­cjacje i pośrednictwo pokojowe, przywrócenie prawa wymaga brato­bójczej walki. „Czy nie lepiej żyć z jałmużny niż kosztem rozlewu krwi zdobywać królestwo i przywracać ład? Nie wiadomo nawet czy lepiej gdy oni nas pokonają, czy gdy my ich pozabijamy, a sami stracimy ochotę do życia?" — rozmyśla wielki wódz.”
Tym bardziej podobne myśli powinny pobudzać wodzów i wład­ców chrześcijańskich. Przywrócenie ładu, sprawiedliwości, wolności i jed­ności mimo różnorodności oraz sprawowanie pokoju wymaga siły nie tylko militarnej, ale wielkiej siły indywidualnej i moralnej. Jest to moż­liwe, ale znacznie trudniejsze niż zwykła przemoc. Czymże więc w isto­cie jest wielkość władcy chrześcijańskiego i jakimi znaczy się dokona­niami? Na czym polega wielkość państwa chrześcijańskiego - czy mie­rzy się obszarem opanowanego terytorium, wielkością bogactw, czy liczbą mieszkańców i żołnierzy, a może tylko liczbą świadomych współobywateli?

Jaki naród jest prawdziwie wielki - czy ten bardzo liczny, o starej i wysokiej kulturze materialnej, czy ten który wydał wielu wielkich ludzi i na co dzień kształtuje prawych obywateli, wew­nętrznie wolnych, zaangażowanych w dzieła o nieprzemijającej warto­ści? A jaki władca, jakie państwo, jaki naród jest prawdziwie mały? Czy nie ten o małym umyśle i sercu, gnuśny i pazerny, zapijaczony i zdeprawowany, łamiący zasady moralne i poddający się zniewoleniu? Co jest zatem zwycięstwem, co wygraną narodu, a co jego prawdziwą klęską?

Dzisiejsze nasze społeczeństwa są zróżnicowane ideowo i świa­topoglądowo, z różnych więc pozycji mogą być podejmowane próby odpowiedzi na powyższe, podstawowe pytania tysiąclecia. Każdy na­ród, każde środowisko społeczno-polityczne, a może nawet każdy świadomy obywatel, który nie chce tylko ulegać ogólnym ideologiom, musi wypracować własną odpowiedź na te pytania. Tym bardziej trud ten powinny podjąć te środowiska i osoby, które i dziś starają się żyć możliwie konsekwentnie tą samą Ewangelią Chrystusową, przyjętą przez praojców 1000 lat temu i które podejmują w tym duchu dalszą inicja­tywę historyczną.

Mamy nadzieję, że powyższe zagajenie dyskusji zostanie dopełnione w innych opra­cowaniach omówieniem tego, co innym narodom i środowiskom jawi się jako najważniejsze w związku z milenium Rusi. W dążeniu do wza­jemnego zrozumienia jest bowiem potrzebne precyzowanie i uzasadnienie własnego poglądu, jak również poznawanie poglądu innych, zainteresowanych stron.

W codziennych ocenach i poglądach historycznych dużej części społeczeństw znaczną rolę odgrywają stereotypy i wypaczone schema­ty propagandowe, z różnych okresów. Towarzyszy im zwykle najprost­szy sposób analizy i oceny dawnych wydarzeń, dokonywany przy po­mocy dzisiejszych pojęć i doświadczeń. I tak częstokroć zdarzenia i procesy historyczne XVII, a nawet XV w. interpretuje się i ocenia w na­cjonalistycznych kategoriach przełomu XIX i XX w., zupełnie obcych dawnym czasom. Takie podejście jest ahistoryczne i nie pozwala głębiej zrozumieć głównych aktorów wydarzeń historycznych ani właściwego sensu takich zdarzeń. Ażeby zbliżyć się do realnych sytuacji i wydarzeń historycznych koniecznym jest dokonywanie analizy i oceny tych wydarzeń w świetle ówczesnych pojęć i wcześniejszych doświadczeń historycznych oraz w relacji do ówczesnych sytuacji i wydarzeń w krajach sąsiednich. Jest to znacznie trudniejsze od poprzedniego podejścia, ale pozwala też więcej i lepiej zrozumieć. Takich ocen oczekujemy.

< Nowszy wpisTo warto przeczytać<Aktualności>Starszy wpis >Biała czy Czerwona
Newsletter
Aby otrzymywać przydatnie informacje od SFPNP, podaj swój adres email.
Copyright © 2015-2019 SFPNP
Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego
Wszelkie prawa zastrzeżone.
ul. Stanisławowska 5/5 lokal U2, domofon nr 5, 03-832 Warszawa
tel. 500 003 701, e-mail: poczta@sfpnp.pl
Opracowanie www: K. Żak | Kod: 3Lab.info 
Nasze strony korzystają z plików cookies zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.